Dariusz Kaszowski, trener Solvera Sokoła Łańcut: Nie można powiedzieć, że było łatwo. Bardzo uczulałem mój zespół przed tym spotkaniem, żebyśmy wyszli z dużą energią, dużą agresją od samego początku i żeby koncentracja była u nas do ostatniej minuty. Z tą koncentracją do ostatniej minuty było różnie, bo gdy zespół wypracował bardzo wysoką przewagę, 30 punktów, to troszeczkę luzu się wkradło. Pojawiły się głupie straty, dzięki czemu zespół gospodarzy zniwelował trochę rozmiary tej porażki, ale ogólnie jestem bardzo zadowolony z postawy mojego zespołu. Zadowolony jestem z tego, jak zareagował po ostatniej porażce w Poznaniu. Wracamy na zwycięską ścieżkę i chciałbym, żeby ona w tym momencie trwała jak najdłużej, żeby zbudować jakąś większą serię zwycięstw. Oczywiście bardzo ofensywny mecz w naszym wykonaniu, dobra skuteczność rzutowa, wygrana deska. Brakowało nam tej skuteczności w ostatnim meczu, przede wszystkim w rzutach trzypunktowych. Dzisiaj widzę 44 procent, jedenaście trójek, także dobry wynik. Dodatkowo też, co cieszy, 25 punktów zdobytych z szybkiego ataku, więc tych łatwych punktów też udało się parę zdobyć. Wynikały one z dobrej walki na tablicy i z agresywności w obronie. Jeszcze raz gratuluję i dziękuję za rywalizację zespołowi z Opola. Trzymamy kciuki za następne mecze.
Daniel Ziółkowski, zawodnik Solvera Sokoła Łańcut: Na początku na pewno też gratuluję drużynie przeciwnej z Opola, bo to nie było tak, że my weszliśmy w mecz i po prostu mecz się sam wygrał. Naprawdę były to ciężkie warunki. Na nasze szczęście Opole pokazało w poprzednim meczu swoją wartość, wygrywając z bardzo mocnym zespołem. Byliśmy gotowi na to, że mogą wygrać z każdym i musimy wyjść jak najlepiej. Myślę, że ta pierwsza połowa, że nie musieliśmy ich potem jakoś gonić, tylko postawiliśmy też swoje warunki, pozwoliła nam potem w drugiej połowie to wszystko dokończyć.
Paweł Turkiewicz, trener Weegree AZS Politechniki Opolskiej: Przyjechał zespół z Łańcuta po ostatnich dwóch porażkach, bardzo mocno zmotywowany. Pokazali to już w pierwszej połowie. Tak jak tydzień temu powiedziałem, jeżeli my zdobędziemy się na naszą mocną defensywę i jesteśmy w stanie przeciwnikowi pozwolić rzucić mniej niż 80 punktów, to jesteśmy w grze. Rzuciliśmy 84, ale niestety w obronie 104. Zdecydowanie za dużo. W każdej kwarcie ponad 25 punktów. Nie byliśmy gotowi, nie wiem dlaczego. Po takim meczu myślałem, że będzie duża euforia w obronie, że to nas nakręcało, a tutaj zdecydowanie drużyna przeciwna zdobywała bardzo dużo łatwych punktów, zwłaszcza z tranzycji. Nie musieli praktycznie organizować gry. My przez to gdzieś tam byliśmy mniej skoncentrowani i to wpłynęło na wynik. W momencie, kiedy dochodziliśmy, to momentalnie po stratach drużyna z Łańcuta bardzo szybko i konsekwentnie wykorzystywała nasze błędy. W przerwie próbowaliśmy się zmobilizować, żeby nie grać tak jak w pierwszej połowie, ale zaczęło się od 10:0. Zwłaszcza amerykański gracz w ważnym momencie zdobył osiem punktów. Nie przeciwstawiliśmy się i to gdzieś wpłynęło na naszą porażkę, bo nie mogliśmy trafić, a drużyna przeciwna zdobywała łatwe punkty. W drugiej połowie, jak od początku zrobili przewagę, to kontrolowali spotkanie. Mój zespół pokazał, że mimo wszystko jedno zwycięstwo to jest malutki kroczek, a żeby wygrywać w tej lidze, trzeba być skoncentrowanym w każdym meczu. Jeżeli do następnego meczu podejdziemy w ten sposób jak tutaj, to też będzie problem. Każdy musi wiedzieć, że obrona jest kluczem, zwłaszcza przy naszym młodym zespole, który musi się tym nakręcać. To jest ważne.
Jeśli chodzi o debiutanta, przyleciał trzy dni temu. Jeszcze nie jest w pełni gotowy do grania. Ciężko wymagać od niego jakiejś nie wiadomo jakiej gry. Powiedziałem mu, żeby włożył w to, co potrafi, wszystko fizycznie, bo na pewno nie jest jeszcze gotowy. Mam nadzieję, że w następnym meczu będzie bardziej wartościowy. Natomiast DJ – w każdym meczu będzie mu ciężko. Jeszcze jest jakiś tam mały uraz i to wpłynęło na jego postawę. Też był trochę pasywny, a jak on jest pasywny, to wpływa to na drużynę. Mam nadzieję, że wszyscy wyciągną wnioski i będą wiedzieli, że żeby mecze wygrywać, to nie wystarczy jeden lub dwóch graczy.
Łukasz Kupczyński, zawodnik Weegree AZS Politechniki Opolskiej: Było w tym meczu kilka nawet takich sytuacji, gdzie wracaliśmy do gry. Gdzieś tam już kręciło się koło remisu, a nawet zremisowaliśmy. Szkoda, bo to był moment, w którym przeciwnicy znowu budowali sobie przewagę, a my nie potrafiliśmy utrzymać koncentracji i przejąć inicjatywy. Mam wrażenie, że drużyna z Łańcuta od początku dyktowała tutaj warunki, a my oddaliśmy tę inicjatywę. Ciężko po prostu wrócić później do meczu, tym bardziej że drużyna z Łańcuta dzisiaj nie oddawała inicjatywy, biegała szybko do kontrataku i gdzieś tam ta nasza obrona faktycznie leżała. Nie wiem dlaczego, wyszliśmy też tacy ospali. Tak jak trener powiedział, początek trzeciej kwarty mocno zadecydował o wyniku meczu i ciężko było później wrócić do gry.
