Mikołaj Ratajczak, koszykarz Decki Pelplin: Gratulacje dla drużyny Spójni Stargard. Zwyciężyli dzisiaj tą bardzo ciężką batalię. Myślę, że nikt się nie spodziewał, że ta seria będzie trwała aż 5 spotkań. Podzielę moją wypowiedź na dwie części. Odnośnie dzisiejszego spotkania Spójnia bardzo mocno na nas wyszła, fizycznie walczyli, trafiali na bardzo dobrej skuteczności, trójki chyba 8 do przerwy mieli, każdy twardy rzut trafiał do kosza, potem już było ciężko się podnieść. Mieliśmy na pewno z tyłu głowy to, że dwa razy wracaliśmy z dalekiej podróży 17-punktowej w dwóch spotkaniach, które wygraliśmy i do końca wierzyliśmy. Natomiast doświadczenie dzisiaj Spójni zwyciężyło, także jeszcze raz gratulacje. Druga część wypowiedzi będzie odnośnie całej naszej organizacji. Zrobiliśmy naprawdę fantastyczną robotę. Myślę, że nikt na nas nie stawiał, natomiast z przyjemnością oglądało się to serce, walkę, którą wykonaliśmy w tym pięciomeczowym boju, także ogromne gratulacje dla całej Decki Pelplin, dla wszystkich sponsorów, oczywiście dla sztabu, dla kibiców przede wszystkim, bo to dla nich robimy. Mały Pelplin, a pokazujemy z każdym sezonem, że gramy coraz lepiej, także jeszcze raz serdeczne gratulacje dla wszystkich ludzi, którzy przyczynili się do tego sukcesu, jakim na pewno są te dwa zwycięstwa, które udało nam się zdobyć. Jeszcze raz serdecznie dziękuję i życzę Spójni powodzenia w półfinale.
Rafał Knap, trener Decki Pelplin: Bardzo fajna sprawa, że takie mecz oglądało ponad tysiąc widzów. Zresztą widać, że jest to święto koszykówki i żywiołowo reagująca publiczność, to jest sól tej ziemi, coś dla czego się gra i dla kogo się gra i naprawdę miło przebywać na takich halach, niezależnie od tego, jaki jest wynik końcowy. Chciałbym też bardzo podziękować naszym kibicom, którzy przyjechali te kilometry, żeby nas wspierać. Byli z nami, nawet jak już przegrywaliśmy różnicą 25 punktów, na pewno dziękujemy też za cały sezon organizacji. My jako organizacja, jako drużyna też małymi kroczkami idziemy co sezon do przodu więc liczę, że w przyszłym roku też zrobimy nawet delikatny progres ponieważ te osoby, ci ludzie zasługują na to, żeby to się działo, żeby wciąż żyli naszymi meczami.To jest to w sumie wszystko, co mogę powiedzieć.
Spójnia grała bardzo fajnie, był to kolektyw i tutaj staraliśmy się izolować Kubę Karolaka. izolować też Igora Wadowskiego, gdy mieli cztery faule. Koniec końców tylko Kubę udało nam się spuścić za pięć fauli. Zdecydowanie za późno. To pokazało, jak drużyna potrafiła się scementować, jak potrafiła przejmować krycie, żeby osłaniać swojego gracza zagrożonego faulami i to na pewno mnie zaskoczyło, bo w tej grze ci dwaj gracze grali tak długo, na pewno drużyna o wiele lepiej z nimi wyglądała na pakiecie. Jedną rzecz chciałem powiedzieć. Proszę pamiętać, że cała moja drużyna w całym swoim życiu nie rozegrała tyle meczów playoffowych co rozegrał Jarek Mokros albo Paweł Kikowski więc to też pokazuje stan ludzki i to doświadczenie i to jak klasowi gracze tutaj się skupili, dlatego móc rywalizować z taką drużyną dla moich młodych chłopaków, to jest coś wspaniałego. To jest niesamowita lekcja na przyszłość. Ja wiem, że w przyszłym roku wrócą mocniejsi i takie mecze dają zdecydowanie więcej niż miesiąc obozu treningowego i dlatego na pewno mogę podziękować naszym rywalom, że stworzyliśmy fajne widowiska w pięciu spotkaniach.
Są prowadzone rozmowy. Jeszcze nikt nie ma podpisanego kontaktu na przyszły rok, ale są prowadzone rozmowy. Też wielu graczy prosiło, żeby poczekać na koniec sezonu, żeby nie mieć w głowie, nie myśleć o tym, gdzie będą grać, gdzie będą mieszkać, za jakie pieniądze podpisać. Chcieli mieć czyste głowy, żeby rozegrać te spotkania i mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że na pewno w tym tygodniu prezes, a także sponsorzy, zarząd przystąpią do mocno intensywnych rozmów z wieloma naszymi graczami. Jeżeli chodzi o mnie, no to trzeba by było spytać prezesa naszego, ja zawsze powtarzam i od dwóch lat jestem w Pelplinie, jest mi tam dobrze, jestem szanowany, miałem możliwość wyboru składu, wyboru ludzi. Zawsze prowadzimy otwarte dialogi. Nic nie jest robione za plecami, za co bardzo szanuję organizację, mam świetnych ludzi w staffie. Powiem tak, chciałbym zostać, a co następny dzień przyniesie, jeszcze nie wiem.
Wiktor Rajewicz, koszykarz PGE Spójni Stargard: Bardzo ciężka seria, zakończona happyendem dla nas. Pokazaliśmy naprawdę duże serce, zaangażowanie i od pierwszych minut nie daliśmy wyrwać sobie tego zwycięstwa. Tak samo i na początku pierwszej kwarty, na początku trzeciej kwarty kiedy wybiliśmy Dece koszykówkę z głowy i pokazaliśmy, kto tutaj bardziej chce być w tej czwórce. Uważam, że takie mecze wygrywa się właśnie charakterem i tym co dzisiaj pokazaliśmy. Drużyny się znają jak łyse konie, bo zagraliśmy już ze sobą 7 meczów w tym sezonie i nie taktyka, tylko zaangażowanie zadecydowało, że dzisiaj jesteśmy my w półfinale, a nie Decka. Jeszcze chciałbym podziękować kibicom za wsparcie, i w Pelplinie, i tutaj cały czas nas wspierają, robią niesamowitą robotę, my to czujemy, są naszym szóstym zawodnikiem i niech tak zostanie. Niech wspierają nas dalej w półfinałach i walczymy o finał.
Trzeba być gotowym, cały czas, czy to na treningach, czy na ławce, jestem gotowy, daję z siebie 100%, tak samo trener powiedział, że mam być gotowy. Cały czas o tym myślałem, byłem przygotowany, wszedłem, zrobiłem swoją robotę i nie ma nic więcej do dodania.
Zawsze powiem, że my jesteśmy faworytem, bo nie będę mówił, że drużyna z ŁKS-u. Wygraliśmy z nimi dwa razy. Ja myślę tylko o finale, ŁKS jest po prostu następną drużyną, którą musimy przejść i w tym finale się znaleźć.
Marek Popiołek, trener PGE Spójni Stargard: Ogromne gratulacje dla moich koszykarzy, naszych zawodników, bo to, co im przed chwilą powiedziałem w szatni, przede wszystkim jestem z nich bardzo dumny, bo ta wygrana seria play-off, gdzie każdy mecz waży podwójnie i to nie jest tylko jakiś banał, który się powtarza, że to jest inne granie niż w sezonie zasadniczym. Tak rzeczywiście jest. Ten nawet stres towarzyszący spotkaniom wchodzi na zupełnie inny poziom i każdy mecz waży podwójnie, a wiedzieliśmy, że mierzymy się z drużyną, która po pierwsze gra bardzo szybko, agresywnie, a także ma młody, atletyczny skład i w takiej serii, gdzie się gra dzień po dniu, no to po prostu zespół z Pelplina był dla nas trudnym przeciwnikiem. Widzieli Państwo dokładnie, co się działo w trakcie całej serii, czyli można by było tak powiedzieć, że w każdym kolejnym spotkaniu wychodziliśmy na dość duże prowadzenie. Dwa razy niestety je traciliśmy i przegrywaliśmy mecze, ale w konsekwencji uważam, że drużyna dzięki temu też rośnie. Drużyna potrafiła dobrze się przestawić mentalnie znowu na walkę i na kolejne spotkania i dzisiaj to było widać od samego początku.
Świetna pierwsza połowa w naszym wykonaniu. Każdy gracz wchodząc na parkiet pomagał, a później świetny moment miał choćby Wiktor, którego tutaj oglądaliście w drugiej połowie. Mecz był bardzo trudny. Okoliczności były bardzo trudne. Mówię o problemach z faulami, problemach z kontuzjami i tym wszystkim, co Państwo widzieli. Natomiast uważam, że taktycznie byliśmy dobrze przygotowani we wszystkich meczach i wiedzieliśmy, co mamy robić.
Z zespołem z Pelplina dzisiaj wytrzymaliśmy też fizycznie całe spotkanie i to wejście teraz do czwórki to jest tak naprawdę nie tylko efekt dzisiejszego spotkania czy tych ostatnich dwóch tygodni, ale ja na to też tak patrzę, że nagroda za cały dobry sezon zasadniczy, bo rozgrywać ten mecz numer pięć u siebie to też jest oczywiście atut. Kibice bardzo nam pomagali i ja się cieszę, że dzisiaj daliśmy im chyba dużo radości i z ich pomocą weszliśmy już do tej czwórki. Także teraz najważniejsze, aby trochę odpocząć, leczyć tych, którzy są kontuzjowani i przygotować się jak najlepiej do meczów, które w sobotę i w niedzielę zagramy tutaj z ŁKS Łódź, na które wszystkich zapraszam, aby był rekord frekwencji.
Cały czas postępuje rehabilitacja Olka Jęcha. On powoli wraca do treningu, ale to jeszcze trzeba poczekać na to, aby mógł nam pomóc. Dodatkowo, tak jak ostatnio w meczach nr 3 i 4 brakowało Szymona Szmita, dzisiaj ta sytuacja się powtórzyła, on dzisiaj miał kompleksowe badania. Jeszcze tak naprawdę nie wiem, znaczy kolejne kompleksowe badania. Ja jeszcze nawet nie wiem, jaki jest ich rezultat. No i Jalen Ray. Jego kontuzja niestety wyglądała dosyć groźnie. Zawsze takie sprawy mięśniowe są niepokojące, ale czasami jest w życiu tak, że się zaskakujemy na plus. Może wytrzyma, może to uszkodzenie nie jest zbyt poważne i może będziemy jeszcze mogli na niego liczyć.
Bardzo trudno jest grać, jeżeli ma się tych fauli zbyt dużo. Tutaj ten niechlubny rekord to mieliśmy ostatnio, czyli w meczu nr 4 w Pelplinie, tam były aż 32 nasze przewinienia. Teraz zerkam na statystyki i widzę 25. Powiem tak, koszykarzom naszym bardzo zależy na tym, aby te mecze wygrywać. Nie można odmówić im waleczności, zaangażowania i tego, że chcą grać w sposób twardy. Seria z Pelplinem była trudna, bo tak jak też mówiłem, to wszystko jest jakby połączone. Drużyna z Pelplina gra bardzo szybko, często stara się grać jeden na jeden w kontrataku, dostaje się pod obręcz. I to jest pewna specyfika serii, że tak to wyglądało. Drugą rzeczą jest oczywiście kontrolowanie naszych emocji. Ja cieszę się z tego, że nasi koszykarze mają tych emocji zbyt dużo, a niżeli żeby mieli zbyt mało. I teraz naszą mądrością jest też to, żeby w odpowiednich momentach meczu tam utrzymać nerwy na wodzy, po prostu skupiać się cały czas na graniu, nie robić tych fauli w taki niepotrzebny sposób, ale z drugiej strony, no taki mamy też styl gry i naszej defensywy, że pewne rzeczy chcemy zabierać rywalowi za wszelką cenę i myślę, że dzisiaj też wydarzyła się fajna historia, bo to tutaj siedział Wiktor Rajewicz, który dał świetny impuls w drugiej połowie, ale też warto wspomnieć o tym, że jak bardzo Paweł Kopycki nam pomaga w drugiej części sezonu. On bardzo solidnie przepracował cały ten sezon. Nie podłamywało go to, kiedy grał bardzo mało minut albo nie grał w meczach. Wiemy przecież, że tak się działo, a teraz gra tak naprawdę nominalnie nie do końca na swojej pozycji, uzupełniając brak Olka Jęcha.
Świetnie sobie radzi, daje nam mnóstwo energii. I tak jak ja powiedziałem zawodnikom dzisiaj w szatni, gdyby któregoś z nich zabrakło, może byśmy tego nie zrobili. Może byśmy do tej czwórki nie weszli, także naprawdę wszyscy, którzy tam byli, w perspektywie całego sezonu nam pomogli, a dzisiaj ten mecz miał też takich tak naprawdę nieoczywistych bohaterów. Również ze względu na to, o czym Pan powiedział, czyli ze względu na kontuzję i problemy z faulami. Chyba Pan mówił, eksperymentalne były czasami ustawienia. One nie są do końca eksperymentalne, bo my zawodników staramy się przygotowywać na też takie sytuacje nieoczekiwane. Tu pewnie najlepszym przykładem jest Wojtek Czerlonko, który grał u nas na praktycznie wszystkich pozycjach w perspektywie całego sezonu i gracze znają założenia taktyczne w obronie, w ataku, jeżeli jest taka potrzeba, to grają czasami, może nie na swojej pozycji, ale jesteśmy w stanie przetrwać momenty meczu, tak jak dzisiaj to było.
Żeby wygrać, w sensie przejść do kolejnej rundy, trzeba wygrać trzy mecze. Nic nam nie dało to, że choćby w meczu numer cztery rywal prowadził chyba przez 57 sekund tylko. Tak to było w statystyce. Wyszedł na prowadzenie po raz pierwszy w ostatniej minucie. Po prostu nie dowieźliśmy tego zwycięstwa do końca. Nie ma co gdybać o tym, co by się wydarzyło, a może nam paradoksalnie ten mecz pomoże. Może dzięki temu, że jesteśmy cały czas w rytmie meczowym, w grze, zawodnicy będą się czuli pewnie, wytrzymają kolejne wyzwania. Jeżeli chodzi, tak jak też mówię, o budowanie drużyny, no to mamy już za sobą trudne doświadczenia, zarówno w sezonie zasadniczym, jak i teraz, kiedy ta seria tak wyglądała, że nikt nie wygrywał dwóch meczów z rzędu. Cały czas było blisko remisu. Trzeba było walczyć. Przetrwaliśmy mecz numer pięć u siebie i przygotowujemy się jak najlepiej do kolejnego spotkania, a efekty tego, no to dopiero będziemy obserwowali to na boisku w sobotę i w niedzielę.
Unikam raczej takich dywagacji odnośnie tego, kto jest faworytem, bo najlepiej nam wychodzi w klubie to, jak koncentrujemy się na każdym kolejnym spotkaniu, a nie na jakichś szumnych zapowiedziach. Mniej więcej tak to wygląda od, powiedzmy lutego, że wygrywamy bardzo wiele spotkań. Niewiele z nich przegraliśmy. Oczywiście mecze z ŁKS-em dobrze pamiętamy. Będziemy je analizować, ale wiemy, jak dużo zawirowań było u rywala. My je wygraliśmy. W tym pierwszym był w ŁKS inny trener, a po drugie składy personalne obydwu drużyn bardzo się zmieniały. I tyle. Dobrze znamy ich zawodników. Skupimy się na pewnych rozwiązaniach taktycznych, a takie dywagacje odnośnie tego, kto jest faworytem w danej serii, czy do awansu do PLK, to raczej zostawiam kibicom, dziennikarzom, a nam najlepiej wychodzi nasza praca, kiedy się na niej koncentrujemy, czyli trenowanie, analizowanie, granie.
Odnośnie Szymona Szmita, no to on odniósł kontuzję tak naprawdę podczas meczu nr 1, ito na samym początku meczu nr 1. Wtedy szybko musiałem zdjąć go z boiska, bo taka była potrzeba. Został gdzieś tam opatrywany przez naszą fizjoterapeutkę i na szczęście ona tak sprawiła, że był dalej gotowy do gry. Bardzo nam pomógł w meczu nr 1 i w meczu nr 2, który grał de facto z kontuzją. Tylko czasami tak jest, że jak gdzieś tam ta adrenalina nawet spowodowana meczem i pewne tam bandaże, maści, tego typu doraźne rozwiązania jakby puszczają, to też trochę puszcza wszystko inne. Jeżeli chodzi o jego kontuzję, to jest to problem z łydką. On miał problem z łydką też w okresie przygotowawczym. Wtedy nie trenował z nami przez chyba pierwsze trzy tygodnie okresu przygotowawczego. Ja nie mówię, że to jest dokładnie ta sama kontuzja i nie mówię o tym, że absencja będzie wyglądała podobnie, bo tego nie wiemy. Wiemy, że pierwsze badania nie wykazał poważnych uszkodzeń, jeżeli chodzi o ścięgna czy wiązadła, czy kwestie mięśniowe. Natomiast tam jest jakiś cały czas ból. Dzisiaj były kompleksowe badania. On jest bardzo twardym zawodnikiem, jeżeli by go trochę bolało, to by grał. Ten ból jest jednak zbyt duży. On jeszcze w Pelplinie był z nami i tam mieliśmy nadzieję może na to, że będzie w stanie wystąpić, ale po próbie rozgrzewki w meczu numer trzy nie było to możliwe, także to jest niestety wszystko, co ja wiem na ten temat. Tylko dzisiaj zdradziłem, że miał te badania, ale dojechał prosto na mecz. Jeszcze nie miałem okazji rozmawiać z nikim w klubie. Myślę, że ja jako trener to jutro będę wiedział dokładnie jaka jest z nim sytuacja, a jeżeli chodzi o nasze przygotowanie do kolejnego spotkania, to widzimy się jutro z zespołem, ale to jest taki bardziej trening regeneracyjny, tak to nazwijmy, czyli pewne rzeczy dla wzmocnienia ciała ogólnie. Taka bardziej praca tak naprawdę na siłowni, aby tutaj pewne rzeczy u zawodników utrzymywać na odpowiednim poziomie. To będzie taka dosyć lekka jednostka treningowa. Jutro oni muszą przede wszystkim odpocząć, a od piątku przygotujemy się taktycznie na tyle, na ile można na mecz z ŁKS-em i rzeczywiście tak naprawdę tak jak Pan powiedział, poświęcimy jedną jednostkę treningową na przećwiczenie takich priorytetowych rzeczy, ale wszystko się sprowadza już na tym etapie sezonu do meczów. Graliśmy ich ostatnio bardzo dużo i tak naprawdę intensywność trenowania będzie dosyć niska.
Przede wszystkim myślimy o rywalu i o najbliższym zadaniu. Do tej pory najważniejszy był zespół z Pelplina i na tym się koncentrowaliśmy. Natomiast już oczywiście w momencie, jak po meczu numer cztery wiedzieliśmy, że ŁKS czeka już na nas, albo na rywala, to bardziej tutaj w sztabie asystent trenera, trener asystent Michał Trypuć zajmuje się już analizą ŁKS-u, także tak naprawdę jak ja zaraz tam wstąpię na górę do naszego pokoju, to myślę, że już takie pierwsze wnioski on mi będzie przekazywał, ale czasu jest wystarczająco dużo w takiej sytuacji, aby się przygotować dobrze taktycznie. Zresztą już mieliśmy taką sytuację przecież choćby ostatnio, jak graliśmy z Notecią Inowrocław w środę ostatniego dnia sezonu zasadniczego, to już od soboty zaczynaliśmy play-off. Nie wiedzieliśmy przed meczem z Notecią, z kim będziemy grali. Może rzeczywiście najbardziej prawdopodobny był Pelplin, ale to nie było oczywiste. Dopiero tak naprawdę musieliśmy zacząć tak koncentrować się bardzo mocno na rywalu od wtedy, od środowego wieczora
