Bartosz Majewski, zawodnik SKS Fulimpex Starogard Gdański: Przede wszystkim gratuluję zespołowi gospodarzy. Wygrali zasłużenie. Straciliśmy 104 punkty, więc przyczyn porażki upatruję tylko i wyłącznie w naszej obronie, która moim zdaniem w tym momencie nie istnieje. Przegrywamy pojedynki jeden na jeden, pozwalamy rywalom zebrać 17 piłek w ataku. Mieliśmy swoje założenia, swój plan na ten mecz. Wiedzieliśmy, z czego żyje zespół WKK, przede wszystkim z szybkiego ataku. Straciliśmy 30 punktów z szybkiego ataku. Moim zdaniem 104 stracone punkty mówią wszystko. Ciężko tutaj powiedzieć cokolwiek mądrego. Uważam, że w tym momencie nie mamy, może zabrzmi to śmiesznie, ale nie mamy chęci wygrywania meczów, bo jeśli tracimy 104 punkty, to coś tutaj bardzo nie gra. Niech każdy spojrzy w lustro i sam sobie odpowie, czy chcemy wygrywać mecze, czy chcemy tylko odbywać mecze.
Darko Radulović, trener SKS Fulimpex Starogard Gdański: Gratuluję drużynie WKK. Pokazali ogromną determinację, energię, zaangażowanie i agresywność. Wszystkie podstawowe elementy koszykówki, fundamenty tego, jak należy grać w tę grę. To bardzo smutne i rozczarowujące, że na wszystko, co dzisiaj zaprezentowali gospodarze, byliśmy przygotowani. Pracowaliśmy nad tym, a mimo to kolejny raz nie potrafiliśmy zrealizować naszych założeń. Siedemnaście zbiórek ofensywnych rywali, 40 rzutów wolnych. To oznacza, że po raz kolejny nie potrafiliśmy bronić w sytuacjach jeden na jednego. Do tego 30 punktów straconych po szybkich atakach. Te liczby mówią wszystko o tym, co wydarzyło się podczas spotkania. Nie trzeba nawet oglądać meczu, żeby wiedzieć, że po raz kolejny nasza defensywa wyglądała katastrofalnie. Dlaczego tak się dzieje? Jeśli mówimy o kontuzjach i innych problemach, to prawdopodobnie mają one na to pewien wpływ, ale nie wiem. Musimy usiąść z zawodnikami i porozmawiać. Musimy dowiedzieć się, czy mają chęć grać dla tej drużyny i czy chcą grać dla mnie jako trenera. To są dwie kwestie, które musimy sobie wyjaśnić. Mówię teraz wyłącznie za siebie, jako trener. To najgorszy początek sezonu w mojej karierze w ciągu ostatnich pięciu lat. Nie jestem trenerem Euroligi, ale zawsze mam mentalność zwycięzcy. Gdziekolwiek pracuję, zawsze przychodzę z nastawieniem, żeby wygrywać. W tym sezonie dzieje się z nami coś złego. Musimy usiąść, porozmawiać z zawodnikami, wysłuchać również ich opinii i zastanowić się, jak dalej funkcjonować, bo jeśli będziemy kontynuować grę w taki sposób, będziemy mieli naprawdę duże problemy.
Michał Jędrzejewski, zawodnik WKK Active Hotel Wrocław: Z mojej perspektywy Starogard Gdański przyjechał tutaj i w pierwszej części spotkania postawił nam naprawdę ciężkie warunki. Rywale grali bardzo fizycznie, bardzo dobrze wyglądali i bardzo dobrze bronili. My w obronie graliśmy różnie. Pozwalaliśmy im na dość proste rzuty, robili to, czego nie chcieliśmy, żeby robili, dlatego trochę nam ten mecz uciekał. Cieszy jednak, że cały czas byliśmy w grze i pierwszą połowę przegraliśmy tylko trzema punktami. Natomiast cały czas rotowaliśmy składem, na boisko wchodzili kolejni zawodnicy. Jeśli spojrzymy na zdobyte punkty – 18, 15, 10, 11, 9, 6, 19, 7, 7 – to widać, że wszyscy coś dawali drużynie. Tak naprawdę za każdym razem, kiedy ktoś wchodził na parkiet, pojawiała się nowa energia. W czwartej kwarcie było już według mnie widać, że mieliśmy dużo energii, a zespół przyjezdny nie miał za bardzo sił. Oczywiście rywale zmagają się również z kontuzjami. „Kowal”, jeden z ich najlepszych zawodników, jeśli nie najlepszy, także doznał urazu podczas meczu. To na pewno miało znaczenie. Taka wygrana zawsze cieszy. Była wyszarpana, mocno graliśmy przez cały mecz i naprawdę bardzo się z niej cieszymy. Każde zwycięstwo jest dla nas jak nowy oddech. Chciałbym jeszcze z tego miejsca pozdrowić Patokę i bardzo się cieszę, że Maks Zagórski nie dostał przewinienia technicznego.
Ronald Derks, trener WKK Active Hotel Wrocław: Zacznijmy od początku. Przed meczem powiedziałem zawodnikom, że SKS jest drużyną o bardzo dużej jakości, niezależnie od miejsca zajmowanego w tabeli. Jeżeli pozwolimy im grać, bez problemu mogą zdobyć przeciwko nam sto punktów i właśnie to pokazali w pierwszej połowie. Uważam, że wykonali świetną pracę. Grali przeciwko nam bardzo fizycznie, dobrze dzielili się piłką i agresywnie atakowali. Myślę, że zabrakło nam trochę prawdziwego zaangażowania i determinacji, żeby podjąć z nimi walkę. Wyglądało to tak, jakby rywale walczyli o życie. Naprawdę muszę ich za to pochwalić. Natomiast w drugiej połowie ponownie pokazaliśmy wszystkim, jak dobrze potrafimy grać. Zebraliśmy 30 piłek w drugiej połowie, mieliśmy około 40 rzutów wolnych w całym meczu, zanotowaliśmy 27 asyst i zdobyliśmy 30 punktów z szybkiego ataku. To wszystko, czego mogę oczekiwać od moich zawodników. Po meczu powiedziałem im w szatni tylko kilka słów. To była bardzo krótka przemowa. Chodzi o to, że jesteśmy walczakami, którzy nigdy nie odpuszczają. Takimi boiskowymi wojownikami. Naprawdę byłem bardzo zadowolony z naszej gry w drugiej połowie.
